Przejdź do głównej zawartości

Paul Féval i Czarne habity


Przede wszystkim gratuluję spostrzegawczości. Tym razem użytkownik podpisujący się jako yellowish trafił w dziesiątkę.*

Francuski pisarz, o którym wspominałem jakiś czas temu to Paul Féval, autor znany na naszym rynku niemal wyłącznie jako twórca Kawalewa de Lagardere. Ta powieść z gatunku płaszcza i szpady to w rzeczywistości skrót jego obszerniejszej publikacji, zatytułowanej Le Bossu (po polsku powieść ta nosiłaby tytuł Garbus).

Żyjący w latach 1816-1887 Féval był twórcą niezwykłym. Wyprzedził m.in. Brama Stokera w pierwszeństwie do postaci wampira w powieści współczesnej. Opublikowana w 1860 roku Le Chevalier Ténèbre otwiera trylogię łączącą ze sobą awanturnicze historie z opowieścią o wampirach. Na dodatek Féval był niewątpliwie lepszym literatem od irlandzkiego dziennikarza. Jedyny problem z jego twórczością polegał na tym, że pisana była po francusku i jak spora część literatury francuskojęzycznej, została z czasem zapomniana. Za to Dracula Stokera, jako klasyka anglojęzycznej powieści grozy, zdobył niesamowitą popularność.

Ciekawe czy doczekamy się kiedyś horrorów Févala na polskim rynku.

Twórca ten jest też autorem kryminalno-przygodowej serii Les Habits Noirs. Czasem zastanawiam, się czy tajemniczy mnisi przyłapani pod moim Antykwariatem nie pochodzą żywcem z powieści…

A.

* Uwaga dotyczy komentarza pod oryginalną wersją poprzedniego wpisu (przyp. RCh).

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowieść trzecia - “Pies Baskerville’ów”

  Dawno tu nie pisałem, a nie godzi się zaniedbywać gości, za jakich Was wszystkich uważam. Czas nadrobić to kolejną opowieścią, na informacje o sprawach bieżących przyjdzie czas (a wierzcie mi, dzieje się sporo!) Pomyślałem sobie, że warto czasem wspomnieć o autorach, którzy na pierwszy rzut oka nie byli nigdy łączeni z literaturą grozy, a mimowolnie, dzięki kilku, a czasem nawet jednemu utworowi, stawali się klasykami grozy. Osobą, której nikt z DZISIEJSZYCH nie podejrzewałby o napisanie horroru był też niewątpliwie sir Artur Conan Doyle . Co prawda miał on na swoim koncie powieści fantastyczne (jak choćby osławiony Zaginiony świat ), nic jednak nie wskazywało na to, by bohaterem powieści grozy miał się stać jego ulubiony i najbardziej znany bohater. Mówię tu oczywiście o Sherlocku Holmesie , postaci, która zawsze była ostoją racjonalizmu. Conan Doyle, który sam interesował się m.in. okultyzmem, uwielbiał demaskować rozlicznych oszustów, a słynny detektyw był w tej zabawie dosko...

Pamiątki po Potockim

Zacznę dziś od tego, że wszelkie zlecone przeze mnie ekspertyzy potwierdzają autentyczność rękopisu Jana Potockiego , możemy więc mówić o książce unikatowej. Podejrzewam, że za jakiś czas się z nią rozstanę, nie ukrywam że miała to być inwestycja.  Wśród zainteresowanych zakupem jest m.in. Muzeum Narodowe w Warszawie. Nie przedstawiają może najwyższej oferty, ale rozmawiałem już w tej sprawie z szefem Departamentu Ochrony Zabytków z Ministerstwa i mam wrażenie, że rzeczywiście zdecyduję się na sprzedanie książki instytucji państwowej. Przynajmniej zostanie w kraju. Pan Tomasz, wspomniany już szef Departamentu, poinformował mnie o próbach kradzieży pamiątek po Potockim, które znajdują się w Instytucie Polskim w Paryżu. Trafiły tam one po drugiej wojnie światowej i nie zorganizowano dotąd przewozu do Polski. Opowiedziałem panu Tomaszowi o moich problemach z tajemniczymi gośćmi i okazało się, że to dokładnie tak samo wyglądający osobnicy, jak ci, których zarejestrowała kamera przemysł...

Wiosenne noce

  Wiosenne noce mają to do siebie, że są jeszcze dość długie, ale nie ma już śniegu, przez co bywają bardzo ciemne. Ostatniej nocy ktoś (lub coś) próbował (lub próbowało) dostać się do antykwariatu. Nikt o tej porze nie chce przecież kupować książek. Czegóż więc chciał? Przyznam szczerze, że wolałem nie schodzić na dół, a cały incydent trwał na tyle krótko, że nie warto było wzywać policji. Jednak dziś rano obejrzałem dokładnie rolety i są na nich wgniecenia. Płytkie, ale rozległe. Któż to mógł być? Zastanawiam się czy nie ma to nic wspólnego z pewną książką, którą niedawno kupiłem…