Powoli wstaję zza starego biurka. Wszystkie papiery już uporządkowane, rachunki doprowadzone do dnia obecnego… Ostatnio nie jest ich zbyt wiele. Ludzie nie kupują dziś tylu książek co kiedyś… A może po prostu nie kupują TAKICH książek. A przecież wybór tu wielki, półki niemal uginają się pod naporem ciekawych pozycji. Dla większości jednak ważne są kolorowe okładki.
Powoli podchodzę do drzwi i przekręcam klucz w zamku. Ostatni raz wyglądam przez szybę, czy aby nie znajdzie się jakiś lekko spóźniony klient. Zawsze tak robię, choć od lat nie zdarzyło się już, by ktoś przyszedł w ostatniej chwili i chciał koniecznie dokonać zakupu. Kiedyś i tak bywało…
Powoli opuszczam rolety. Te nowoczesne wynalazki nieco mnie irytują, sprawiają, że ludzie izolują się od świata, zamykają w ciasnych więzieniach własnych czterech ścian. Niestety, boję się o książki. Kiedy pomyślę, że ktoś mógłby tu wejść nocą, i jakieś z nich ukraść, lub co gorsze, zniszczyć – dostaję gęsiej skórki. Dlatego tez, odkąd stało się to możliwe, zabezpieczam witrynę sklepową antywłamaniową roletą. Kiedy będę szedł na górę, włączę jeszcze alarm.
Tymczasem jednak jeszcze trochę tu posiedzę, bo pojawiła się możliwość zarobienia kilku dodatkowych groszy na pisaniu o powieściach grozy. Od razu przyszedł mi do głowy Edgar Alan Poe, którego opowiadania poznałem jeszcze w dzieciństwie. Kiedy przypomnę sobie ten niesamowity dreszcz emocji towarzyszący opowieści o czarnym kocie…
Ale skoro już mam napisać o jakiejś konkretnej książce, to myślę, że powinno to być na początek coś mniej znanego, niż Poe. Przychodzi mi do głowy kilka pozycji, ale jedna sama rzuciła się w oczy, kiedy spojrzałem na półki w poszukiwaniu inspiracji. Książka ta ukazała się nie tak dawno, bo w 1991 roku, dla mnie to niewiele, dla niektórych z Was pewnie z pół życia temu. Czarno-biała okładka ozdobiona jest czerwonym paskiem z napisem Opowieści wampiryczne, tajemniczym obrazkiem i tytułem. Ten tytuł brzmi: Pokój na wieży.
Nie jest to zwykły zbiór opowiadań. Poza wyborem, którego dokonał Tadeusz Rybkowski jest tu również ponad piećdziesięciostronnicowy esej Marcina Bradke, w którym poczytać możemy zarówno o postaciach wampirów w mitach i opowieściach ludowych, jak i w literaturze. Autor tej doskonałej pracy nie pominął również polskiego folkloru. Esej ten jest o tyle ważny, że część opowiadań nie traktuje o wampirach takich, jakie zwykliśmy rozpoznawać w literaturze. Jednak odpowiednio przygotowani możemy zasiąść do lektury tego nietuzinkowego zbioru.
Pamiętam, że kiedy książka ta wpadła mi w ręce, wyróżniała się bardzo skromną szatą edytorską, nieporównywalną z tym, co wówczas pojawiało się na rynku. Dlatego też śmiem podejrzewać, że tylko ci, którzy wiedzieli czego w niej szukać, nabyli wówczas swoje egzemplarze. Mimo że nie ja jeden lubię stare książki, nie widziałem tej pozycji na żadnej z półek moich kolegów po fachu, choć kiedyś udało mi się natknąć na nią w bibliotece.
Ale skupmy się raczej na zawartości merytorycznej zbioru. Już same nazwiska powinny wzbudzić szacunek każdego miłośnika klasycznej literatury. Część beletrystyczną otwiera bowiem poemat Narzeczona z Koryntu Johanna Wolfganga Goethego. Przypomina nam o gotyckiej tradycji niemieckiego romantyzmu i stanowi jednocześnie przedsmak tego, co czeka nas dalej.
Kogóż innego można by określić ojcem współczesnych opowieści wampirycznych, jak nie irlandzkiego pisarza o nazwisku Bram Stoker? Pośród różnych jego opowiadań (w większości kiepskich, powiedzmy to sobie szczerze), znajduje się też Gość Drakuli. Jest to pozycja wyjątkowa, choćby dlatego, że Stoker wraca tam do kultowej postaci hrabiego Drakuli, najbardziej znanego wampira świata. W porównaniu z powieścią, która przyniosła Irlandczykowi sławę, opowiadanie nie jest zbyt dobre, zwłaszcza że powiela pewne schematy, jednak to, co w nim odnajdujemy, pozwala nam przypomnieć sobie dreszczyk emocji, który towarzyszył pierwszemu kontaktowi z demonicznym hrabią z dalekiej Transylwanii.
Wij to wampiryczna opowieść Mikołaja Gogola. Wampiryczna tylko w sensie, jaki Bradke przekazał nam w swoim eseju, porównując do siebie różne ludowe mity. Opowieść o Wiju pochodzi z Ukrainy, była ona ponoć rozpowszechniona wśród ludności na początku XIX wieku i w takiej formie Gogol ją spisał. Historia o wiedźmie, Wiju i młodym filozofie Chomie zawiera opis dość typowy dla wczesnej literatury grozy. Uczony człowiek spotyka się z Nieznanym i… nie, nie będę odbierał Wam przyjemności, jaką jest lektura tej opowieści. Nie jest to bynajmniej wulgarny współczesny horror, którego zakończenie możemy przewidzieć ledwie przeczytawszy pierwsze stronnice.
Dwie kolejne historie również zawdzięczamy rosyjskiemu klasykowi. Tym razem jest to Aleksy K Tołstoj. Krótsza z nich – Rodzina wilkołaka – to wieczorna opowieść snuta przy kolacji przez jednego z biesiadników. Jej bohater wiedziony namiętnością do pięknej Zdenki z góralskiej wioski, odwiedzając ją odkrywa, że ani ona, ani jej rodzina nie są już tymi samymi ludźmi, których kiedyś poznał. Bardzo mroczna to historia, choć opowiedziana pod pozorem wieczornej gawędy. Z kolei Upiór to krótka powieść Tołstoja, którą zadebiutował jako pisarz (pod pseudonimem Krasnorogski) w 1841 roku. Bohaterem Upiora jest młodzieniec o swojsko brzmiącym nazwisku Runiewski, który przeżywa mrożącą krew w żyłach przygodę z widmem. Podobne motywy spotkań ze zjawiskami nadprzyrodzonymi i tego, jak długo trzeba po takich spotkaniach przychodzić do siebie, opisze w niecały wiek później amerykański pisarz H.P. Lovecraft. Jednak to będzie już zupełnie inny typ opowieści grozy.
Autorem kolejnej historii jest sam Aleksander Dumas (ojciec), autor niezwykle poczytnych powieści przygodowych, z Trzema Muszkieterami na czele. Dumas interesował się okultyzmem i znalazło to swoje odbicie w powieści Biesiada widm, dość kiepskiej literacko, ale ciekawej z innego powodu. Jej bohaterką jest Jadwiga, polska szlachcianka, której dwaj bracia zginęli w roku 1825 w wojnie z Rosją. Ciężko ranny ojciec wysyła ją do klasztoru w Karpatach, ale po drodze porywają ją zbóje. Z ich rąk wyswobadza ją tajemniczy Grigoriska, którego zbóje się boją. Ich dowódca – Kostaki – okazuje się być przyrodnim bratem Grigoriska. Niestety Kostaki zakochuje się w Jadwidze, a ta pała afektem do tajemniczego wybawiciela. Pomiędzy braćmi dochodzi do walki, w której ginie Kostaki, jednak powraca on do życia jako upiór. Bracia toczą kolejną walkę, a od umierającego ukochanego Jadwiga dowiaduje się o klątwie ciążącej na całym rodzie, z którego obaj pochodzili. Trochę to skomplikowane, a dodam, że w Pokoju na wieży zamieszczono jedynie krótki fragment powieści Dumasa. Całość, wydana nieco później również i u nas, jest może nieco mniej mętna, ale za to znacznie bardziej nudna.
Klasyczna opowieść Josepha Sheridana Le Fanu pt. Carmilla” nie jest tak znana jak Drakula Stokera, ale powinien się z nią zapoznać każdy miłośnik grozy. Jest to historia niesamowitej kobiecej przyjaźni. Bohaterka spotyka piękną Carmillę, której widmo nawiedzało ją w dzieciństwie. Niewiasty łączy więź, którą można by nazwać miłością, jednak wkrótce wychodzi na jaw bardzo dziwna natura Carmilli. Rozmaite przygody doprowadzają w końcu do odkrycia tajemnicy wampirzycy, niesamowicie pięknej i śmiertelnie niebezpiecznej.
W dalszej części antologii mamy wreszcie do czynienia z autorem reprezentującym naszą rodzimą literaturę. Stefan Grabiński był pisarzem, który na początku XX wieku stworzył podwaliny polskiej grozy i fantastyki. W domu Sary to nasycona erotyzmem opowieść o demonie w ciele uwodzicielskiej kobiety. Sara Braga czyha na ciała swych kochanków, dzięki czemu zyskuje nieśmiertelność. Punktem wyjścia dla opowieści prezentowanej przez Grabińskiego jest opowieść o Tobiaszu i Sarze z biblijnej Księgi Tobiasza. Warto sprawdzić jakiego sposobu przeciw morderczej piękności użyje bohater opowiadania.
Wreszcie dochodzimy do tytułowego Pokoju na wieży. Jest to mroczna historia opowiedziana przez angielskiego pisarza F. E. Bensona. Bohater tego utworu wynajmuje pokój, który jest mu znany ze snów, tkwiących w zakamarkach jego pamięci. Jest to pokój Julii Stone, samobójczyni, którą pochowano, lecz nie mogła zaznać spoczynku. Atmosfera tej opowieści jest bardzo gęsta, niemal wyczuwa się strach, który towarzyszy nowemu mieszkańcowi pokoju na wieży.
Jerzy Siewierski to kolejny Polak, który w czasach bardziej nam współczesnych próbował swoich sił w opowiadaniach nawiązujących do grozy. Jego Zemsta zza grobu jest horrorem dość prostym i oczywistym, jednak stylistycznie nawiązuje do tradycyjnych wzorców, można by nawet pomyśleć, że nieco nieudolnie naśladuje on Poe’go. Siewierski był znanym w Polsce autorem kryminałów, który w latach 80-tych ubiegłego wieku spróbował swoich sił w grozie. Przy takim tytule nie muszę chyba pisać o czym jest to opowiadanie.
Zbiór kończy praca Amerykanina, Boba Lemana, zatytułowana Pielgrzymka Clifforda M.. Prezentuje on tu własną wersję wampiryzmu, a to co znamy z opowieści innych autorów nazywa przesądami. Wampiry Lemana są odrębną rasą, różną od nas, ludzi, pod każdym względem. Rozmnażają się ponoć drogą płciową mniej więcej raz na dwieście lat. Ukrywają różnice w budowie ciała i ogólnie tylko na pierwszy rzut oka przypominają ludzi. Ciekawa to teoria, ale niestety daleko jej do mrocznych gotyckich baśni rodem z Transylwanii czy Ukrainy. Tym jednak, którzy szukaliby naukowych odpowiedzi, to właśnie ona może się wydać najciekawsza.
I tak to wygląda ten zbiór. Próżno w nim szukać dzisiejszych bożyszczy miłośników grozy, może poza Stokerem. Jednak wiele rzeczy sprawia, że warto tej książki poszukać. Przede wszystkim warto poznać horror w wersji doskonałych wschodnich literatów (Gogol i Tołstoj), dziś niemal zapomnianych w naszym kraju, a przecież bliższych nam, niźli pisarze zza oceanu. Warto też sięgnąć po Polaków, zwłaszcza Grabińskiego, mam nadzieję, że wkrótce przeżyjemy renesans zainteresowania jego twórczością.
A tymczasem najwyższy czas dać odpocząć zmęczonym starczym oczom. Wiedz, drogi Czytelniku, że pisałem te słowa znacznie dłużej niż Ty je czytasz, powoli zaczyna więc za oknem świtać. Najwyższy to czas na odrobinę snu. Wy też śpijcie dobrze.
A.
Pokój na wieży, (red.) T. Rybkowski, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1991.

Komentarze
Prześlij komentarz